sobota, 18 lutego 2012

Kwitnący kaktus

Jak może wiecie, a jeśli nie wiecie, to właśnie Wam o tym mówię, od zawsze bardzo lubiłam kaktusy. Swego czasu w domu miałam dość sporą kolekcję, ale później wyjechałam i oddałam je pod opiekę siostrze, ktora je perfekcyjnie ususzyła! Tak, tak gdybyście nie wiedzieli nawet kaktusy można ususzyć! :) Poza tym moim zdaniem dość ciężko hodować kaktusy w mieszkaniu w blokach, gdyż rośliny te potrzebują specyficznych warunków termicznych. 
Ale wracając do tematu, jakiś czas temu postanowiłam tutaj odnowić swoją kolekcję kaktusików.  Kupiłam kilka i postawiłam je na parapecie (pod którym na szczęście nie ma kaloryfera) i zostawiłam samym sobie, od czasu do czasu podlewając (mniej więcej raz na 3 miesiące). 
Aż tu dziś patrzę i wierzyć mi się nie chce - jeden z nich zakwitł! 
Po raz pierwszy zakwitł mi kaktusik! 

Jestem tak szczęśliwa i dumna z tego faktu, że musiałam się tym podzielić;) 






Pozdrawiam!

czwartek, 9 lutego 2012

Cenzura

Ostanimi czasy przeglądam mnóstwo blogów, czasami mnie coś natchnie i dodaje komentarze, nie robię tego jednak zbyt często i może to o czym tu napiszę dla niektórych okaże się czymś normalnym i na porządku dziennym, mnie to jednak troche zdziwiło, zaskoczyło i zirytowało. Na jednym z blogów przeczytałam pewien wpis, z którym nie do końca się zgadzałam, a ponadto nie był on przekonujący, brak było jakichś sensownych argumentów, jednym słowem lanie wody. Postanowiłam go skomentować i w sposób kulturalny przedstawić swój pogląd i wytknąć autorowi jego błędy. Po dodaniu wpisu, okazało się, że komentarz ukaże się po zaakceptowaniu go przez autora bloga... Śmiać mi się zachciało, od razu pomysłałam, że mój komentarz nie ujrzy światła dziennego;) i cóż... nie pomyliłam się. Po pewnym czasie sprawdziłam jak ma się ten wpis i czy pojawiły sie kolejne kometarze - owszem, ale swojego wśród nich nie znalazłam. Jak łatwo się domyśleć autor przepuszcza jedynie komentarze pochlebne i zgodne z jego poglądami. Jakież to obłudne! I to ma być ten wolny Internet? Wolność słowa, wypowiedzi i wyrażania własnych pogladów? Co za bzdury! 
A później czytam takie blogi i komntarze, ociekające uprzejmością, a od  ich słodyczy aż mdli.  (Tu nachodzi mnie jeszcze jedna myśl o czym miałam napisać już jakiś czas temu, ale jakoś się nie składało, ale chyba tereaz, idąc za ciosem, zmobilizuję się i napiszę słów kilka o "szczęśliwych matkach i żonach"). 

Inna obserwacja z dnia dzisiejszego - przeglądałam blog poświęcony literaturze - recenzje książek przeczytanych przez autorkę. Spodziewałam się ciekawych wpisów i poprawnego języka - bardziej nie mogłam się mylić! Krótki wpis, przez który boleśnie przebrnęłam, nafaszrowany był błędami stylistycznymi, gramatycznymi i logicznymi na podstawowym poziomie. Nie spodziewałam się takich braków językowych po osobie zdawało by sie oczytanej. Mam wrażenie, że tacy "pisarze" w ogóle nie czytają tego co piszą, naklepią co im akurat przyjdzie do głowy, a co nie ma żadnego ładu i składu, mówiąc potocznie nie trzyma się "kupy", następnie "klik" - "publikuj" i już. 

środa, 8 lutego 2012

Rzecz o książkach

Jak może zauważyliście, ostatnio do mojego bloga dodałam nowy gadżet (w kolumnie po prawej) "aktualnie czytam" znajdują się tam ikonki książek, które akurat mam "na warsztacie". Klikając ikonkę można przejść do strony z opisem lub recenzją książki, lub poczekać, aż na temat danej książki pojawi się kilka słów ode mnie.
Nie wiem czemu nie wpadłam na to wcześniej, bo książek czytam dużo, a obecnie raczej słucham audiobooków, głównie w pracy;) W związku z tym sądzę, że moich recenzji będzie pojawiało się sporo, a lista będzie często aktualizowana:)

Na początek chciałabym zacząć od książki "Nocne dreszcze" Deana Koontz'a. Natknęłam się na tego autora już wcześniej i bardzo spodobał mi się jego styl.

Wspomniana książka to jeden z jego wczesnych utworów, dlatego może nie porywa bogactwem treści i odpowiednio rozbudowanymi charakterami głównych bohaterów, znajduje się w niej wiele skrótów i uproszczeń, jedak mimo tego jest dość ciekawa ze względu na główny temat - kontrolę nad ludzkim umysłem. 

Nocne dreszcze

Nocne dreszcze to książka przedstawiająca historię małego miasteczka, które stało sie celem strasznego eksperymentu, przeprowadzonego przez szalonego doktora i fanatyka religijnego. Naukowiec odkrył sposób zdobywania bezwzględnej, podświadomej władzy nad ludźmi. Dzięki pomocy swojego dawnego kolegi - obecnie bardzo bogatego i wpływowego człowieka, jest w stanie przeprowadzić badania terenowe. Do przetestowania swego odkrycia wybiera małą, wyizolowaną społeczności  niewielkiego miasteczka położonego w górach stanu Maine.

Fabuła jest dość prosta i przewidywalna, a główni bohaterowie, za wyjątkiem doktora Salsburego, są nieciekawi, płascy i brak im charakteru. Wdowiec z dwójką dzieci przyjeżdża do miasteczka w momencie gdy doświadczenie naukowe zostało rozpoczęte. Ponieważ główny bohater i jego dzieci pojawili się w miasteczku nieco później, nie zostali „zakażeni” pewną substancją, która umożliwia przejęcie kontroli nad człowiekiem, nie są więc podatni na żadne manipulacje. Stają się świadkami wydarzeń, przeżywają swoje tragedie, a ostatecznie, jak można się domyśleć, to właśnie główny bohater będzie musiał policzyć sie z szaleńcami i zakończyć niebezpieczny eksperyment, który wymknął sie spod kontroli.

Pomysł na powieść był dobry, jednak uważam że jego potencjał nie został w pełni wykorzystany. Autor opowiada tę historię jakby "po łebkach", szczególnie w drugiej części. Może sie wydawać, jakby zabrakło mu cierpliwości i chce tę historię jak najszybciej zakończyć. Całość jest dość nudna i przewidywalna, występuje wiele skrótów i uproszczeń, a końcówka właściwie nie trzyma w napięciu.

Urozmaiceniem mogą być odważne, ale ładnie przedstawione sceny erotyczne, których autor umieścił sporo. Są one głównie związane z postacią naukowca i jego problemami psychicznymi oraz bolesnymi wspomnieniami z dzieciństwa, choć występuje także oddzielny wątek miłosny.

Książkę warto przeczytać ze względu na ciekawie przedstawioną problematykę reklamy podprogowej, której autor poświęcił sporo miejsca, a informacje o tym zjawisku zaczerpnął z literatury fachowej. O szczegółach manipulacji podświadomością dowiadujemy się sie z dyskusji doktora ze swoimi wspólnikami. Jak sie jednak okazuje takie „zabawy” są bardzo niebezpieczne, szczególnie, gdy przeprowadza je człowiek niezrównoważony psychicznie. Mowa tu o doktorze Salsburym – którego postać została naszkicowana ciekawie i głęboko, natomiast jego zachwiania psychiczne, wywołane tragicznymi przeżyciami z dzieciństwa, które następnie odbiły się na jego małżenstwie, a ostatecznie na czynach jakich dopuścił się w miasteczku.

Jednym słowem jest to „fajne czytadło”, jak określa książkę sam autor.






wtorek, 7 lutego 2012

Marazm

Jakies lenistwo mnie ogarnelo, ktore calkowicie odebralo mi wene. Po prostu do niczego sie nie nadaje, a juz do pisania w szczegolnosci. Nie moge skupic mysli, czuje ze mam pustke w glowie, a sklecenie jednego sensownego zdania, to zadanie zdecydowanie przekraczajace moje obecne mozliwoscie umyslowe.
Dlatego tez na blogach cisza.
Chyba dopadla mnie jakas zimowa handra, a to wszystko z pewnoscia przez brak slonca, na szczescie powolutku, powolutku dni sie wydluzaja :)
A moze to wina smiertelnie nudnej pracy, ktora wysysa ze mnie cala energie i entuzjazm. Jak to jest, ze bedac w pracy, zasypiam na siedzaco i nie wiem jak przetrwac te 8 godzin, a gdy wracam do domu odechciewa mi sie spac i mam sile i ochote, aby cos podzialac? Tak bardzo chcialabym robic cos bardziej ambitnego, jednak, jak uslyszalam dzis w radio, bezrobocie rosnie, trzeba wiec trzymac sie tej pracy, skoro jest, a pensja regularnie wplywa na konto, mimo ze to conajmniej 8 godzin wycietych z zyciorysu. Przychodzac do pracy, sprawdzam ile godzin zostalo do wyjscia, a w poniedzialek juz mysle o nastepnym weekendzie.
Masakra.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...