sobota, 29 grudnia 2012

I po świętach...

Tradycyjnie tyle szumu i zamieszania, przygotowywań, porządków, pichcenia, gotowania, smażenia, pieczenia, ani się człowiek obejrzał, jak święta przeszły do historii. Smutne to i takie przygnębiające, bo mimo wielu zabiegów jakoś niezbyt odczułam całą tą świąteczną atmosferę. Owszem poleniłam się trochę, trochę odpoczęłam, spędziłam dwa dni w pidżamie, pojadłam, popiłam, pogapiałam się w TV, poukładałam trochę puzzla, który dostałam jakiś czas temu. Ale muszę przyznać, że choć nie jest on duży (1000 elementów) to jest koszmarnie trudny. Jest to czarno - biała grafika ołówkiem Eschera - uwielbiam jego abstrakcyjne, łamiące prawa perspektywy grafiki, są po prostu fantastyczne! Jednakże ten puzzel jest tak trudny że można go układać jedynie na czuja i dopasowując elementy, a nie na podstawie tego że wpadł mi w oko element, który będzie tworzył np. półkę z książkami. Mimo to zamierzam iść w zapartego i go poskładać, mam nadzieję, że wtedy (w bliżej nieokreślonej przyszłości) będę mogła pochwalić się Wam moim własnym zdjęciem;) 


Już kiedyś ułożyłam podobnego puzzla z innym obrazkiem tego samego artysty, nad którym męczyłam się miesiąc, jednak był on o wiele prostszy, obawiam się, że w tym wypadku układanie potrwa "nieco" dłużej ;) 


No tak, ale miało być o szybko mijających świętach. Teraz chwila wytchnienia i przygotowania do kolejnych, tym razem pożegnania starego i przywitania nowego roku. Ja jakoś bardzo nie lubię Sylwestra, jakoś jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się mieć udanej zabawy w tę noc. Poza tym co tu świętować? To że będziemy o rok starsi? Że wchodzimy w kolejny rok, który nie-wiadomo co nam przyniesie? Ech, no nie lubię i już! A jakie plany spytacie, otóż żadnych. Zapewne będę siedziała w domu, przygotuję coś dobrego do jedzenia, włączę film, zmontuję jakiegoś drinka i będę kontynuować układanie puzzla;) Jeśli pogoda dopisze może wyjdę przed północą obejrzeć fajerwerki na zamku, ale co z tego wyniknie to się okaże;)

Pozdrawiam!

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Grudzień przedświątecznie


Już ponad połowa grudnia, święta tuż tuż, a ja w ogóle tego nie czuję. Z przygotowaniami do  jestem w przysłowiowym polu, ale wcale jakoś mi się do tego nie śpieszy. O przedświątecznych porządkach nawet nie bedę wspominać. U mnie w domu jest jeszcze całkiem jesiennie, na stole i w różnych miejscach stoi wrzos i dyniowe dekoracje ;) i w ogóle nie mam ochoty ich sprzątać, tak pieknie wygladają, dojrzewają, zmieniają kolory i usmiechają się do mnie;) 
No, ale cóż chyba trzeba jednak się za to zabrać, bo widzę że wszędzie pachnie już świętami, na większości blogów widziałam już piękne dekoracje, nieomalże czuć aromat pieczonych pierniczkow i zapach choinki...
A ja pewnie wszystko będę robić na gwałt w następny weekend (sprzątanie i gotowanie), a miałam ambitny plan, aby posprzątać wcześniej, w przedświąteczny weekend zająć się tylko gotowaniem i relaksowaniem się, no cóż o relaksie to raczej nie będzie mowy;) jak zwykle gonitwa i wyścig z czasem, ale tak to jest jak się weekendy spędza na zakupach i krążeniu rowerem po mieście w poszukiwaniu "niewiadomoczego" ;) 

OK, to natyle narzekania, postaram się w miarę na bieżąco pisać co u mnie i jak przebiegają moje lekko opóźnione przygotowania, bo przecież mam jeszcze do zrobienia mnóstwo ozdób i dekoracji, wszystko jest gotowe, tylko czeka żeby to jakoś artystycznie poskładać do kupy;) 

A już dzić możecie zobaczyć zapowiedź świątecznych dekoracji - moją Śniegową Kulę;)

Dobranoc!  


wtorek, 11 grudnia 2012

Awokado w roli choinki


Powoli oswajam się ze zbliżającymi się świętami, na razie tylko w pracy i to pod presją. Powiedziałam sobie, a co mi tam, ja też mogę przyozdobić swoje miejsce pracy – no i tak też zrobiłam, wygrzebałam jakiś łańcuch i początkowo miałam go założyć tak jak wszyscy na parawan oddzielający biurka, ale ostatecznie wpadłam na lepszy pomysł;)
Oto i on:



Wszyscy zazdroszczą mi tej choinki;) 

Dobranoc! 

wtorek, 20 listopada 2012

Rower w mieście

Jak może już zdążyliście się zorientować, wykorzystuję rower do codziennego przemieszczania się po mieście. Jest to idealny środek transportu, jest się niezależnym, nie trzeba stać na przystankach i czekać na autobus, który nie wiadomo kiedy przyejdzie, a potem, gdy już przyjedzie, gnieść się w tłumie jadących do pracy urzędników i młodzieży, wysłuchując różnych rodzajów muzyki lub rozmów telefonicznych. Wiem, że co prawda można odciąć się od świata własnymi słuchawkami, wsadzić nos w gazetę lub zapatrzeć się przez okno, jednak to nie to samo co poranny rozruch rowerem. Nie wspominając o tak oczywistej rzeczy, że taka poranna przejażdżka jest zdrowa, utrzymuje nas w formie, a cały dojazd do pracy trwa krócej niż podróż autobusem. 
Jeżdżę rowerem do pracy codziennie, niezależnie od pogody. Właściwie nie pamiętam kiedy ostatnio jechałam do pracy autobusem, ale to było chyba dobry rok temu;) Wśród nas, rowerzystów funkcjonuje takie powiedzenie, że nie ma złej pogody na rower, trzeba się tylko odpowiednio ubrać;) I jest to jak najbardziej słuszne stwierdzenie! Jeżeli mamy odpowiednie ubranie, zabezpieczymy się przed deszczem czy chłodem, będziemy jechać spokojnie i komfortowo.
Jaka jest jeszcze korzyść z całorocznego jeżdżenia rowerem, oczywiście oszczędność na biletach komunikacji miejskiej, czy paliwie do samochodu, ale to chyba jest oczywiste;) 
Jednak innym niebagatelnym zyskiem jest kondycja i zahartowanie - moi drodzy nie pamiętam kiedy chorowałam! Świeże, rześkie, poranne powietrze jest w stanie zdziałać cuda z naszą odpornością! :) 
Także jak widzicie, rower to mnóstwo korzyści, a przy okazji dużo radości i dobrego samopoczucia. Gorąco polecam Wam spróbować, a ani się obejrzycie jak staniecie się zagorzałymi cyklistami i zwolennikami tego rodzaju transportu. Zacznijcie od krótkich weekendowych wycieczek, spróbójcie dojazdów do pracy czy na zakupy, a wkrótce nie będziecie mieli ochoty na telepanie się komunikacją miejską, czy stanie w korkach i wydawanie mnóstwa pieniędzy na paliwo;) 
Aby was zachęcić, oto kilka zdjęć z rowerowych zakupów, przy okazji mogę Was zapewnić, że rowerem można przewieźć mnóstwo rzeczy:





Tym razem to zakupy z Lidla, dwie sakwy różności (zaopatrzenie na weekend) i karton wrzosów;)

Dobranoc!



wtorek, 6 listopada 2012

Od pestki do drzewa

Kiedyś postanowiłam spróbować wyhodować roślinkę z pestki awokado. Okazało się, że to bardzo łatwe, natomiast rezultat przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Przy odpowiednich zabiegach moja roślinka byłaby może ładniejsza, jednak i tak jestem z niej dumna;) Ma niecałe 4 lata i obecnie jest wyższa ode mnie;) Ostatnio przesadziłam ją do większej donicy, ponieważ w poprzedniej praktycznie nie było w ogóle ziemi, jedynie korzenie. Po tym zabiegu roślinka oszalała, zamiast przejść w jesienno - zimowy okres odpoczynku wypuszcza nowe liście i właściwie rośnie w oczach;) Wygląda po prostu wspaniale;) 
Stoi u mnie w pracy, obok biurka, przy oknie i ma się całkiem nieźle.
Tak wyglądała jako dziecię  w marcu 2009 roku:



A tak wygląda obecnie:




Gorąco polecam Wam spróbować wyhodować taką roślinkę, to naprawdę niezmiernie proste i bardzo satysfakcjonujące:)
Jeżeli macie jakieś pytania to śmiało, postaram się odpowiedzieć;)

Pozdrawiam! 

sobota, 3 listopada 2012

To, co tygryski lubią najbardziej;)

Czyli moja ulubiona forma spędzania sobotniego poranka;) 


Komputer, herbatka i klikanie, przegląd prasy, blogów i granie, a wszystko to pod milutką i cieplutką kołderką;) Stąd właśnie do Was piszę:) 

Miłego weekendu! 

poniedziałek, 29 października 2012

Wpis poweekendowy


W sobotę wybrałam się na spacer, była piękna, słonecza pogoda. Miałam ochotę przejść się i porobić zdjęcia, które później chciałam Wam pokazać. Poszłam, było cudownie, pięknie, wspaniale. Szłam sobie nad rzeką i mimo że biegnie ona przez miasto, to jest tam jakoś tak dziko, wszystko zarośnięte dookoła, wysokie drzewa, kolorowe liście, jednym słowem bajkowo, fantastycznie. I chciałam Wam to wszytko pokazać, ale niestety nie pokażę, bo przed wyjściem z domu zapomniałam włożyć baterię do aparatu i niestety nici ze zdjęć, tylko się nadźwigałam;( szkoda bo było naprawdę pięknie.

W niedzielę z kolei wybraliśmy się na Pchli Targ i zakupy. Na starociach jakoś mało ciekawie było, niby dużo sprzedających, jednak jeszcze więcej kupujących i jakoś mało fajnych rzeczy, niewiele rzuciło mi się w oczy. Mimo wszystko coś tam jednak wypatrzyłam;) Pojechaliśmy oczywiście rowerami i ledwo się później zabraliśmy z tym wszystkim zakupami do domu. W sklepach też udało mi się wypatrzeć parę ciekawych rzeczy, ale o tym wszystkim w swiom czasie.

A dziś obudziłam się w miare wcześnie (jak na mnie) i o dziwo było widno, choć to odbija się wieczorem, kiedy to o 17 jest już ciemno, hmm nie wiem co lepsze ;( niedługo i tak o 7 rano będzie ciemno;/ Ech, byle do wiosny;)

Dobranoc! 

sobota, 27 października 2012

Igrzyska śmierci



Książka ta leżała u mnie już od dłuższego czasu, jendak dopiero ostatnio postanowiłam ją "przeczytać", a raczej przesłuchać ;) Bardzo polecam ją w postaci audiobooka wspaniale przeczytanego przez A. Dereszowską. Zabrałam się za nią z pewną rezerwą, nie czytałam o niej żadnych renecenzji, ani zapowiedzi, dlatego też zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać, właściwie nic o niej wcześniej nie słyszałam, tytuł absolutnie nic mi nie mówił, myślałam że to jakaś stara, niezbyt ciekawa książka, a tu takie zaskoczenie. Myślę, że właśnie w taki sposób należy podchodzić do czytania, bo  wtedy książka zaskakuje, a gdy w jakis sposób zapoznamy się, chociażby w zarysie, o czym jest fabula, książka traci swoją tajemniczość i nie można jej „odkrywać”. Natomiast o ekranizacji dowiedziałam się dopiero teraz, gdy zaczęłam przeglądać inne recenzje i nieco się tą książką zainteresowałam. W związku z tym i ja w tej recenzji nie chcę pisać o czym jest ta książka, nie chcę przedstawiać wydarzeń i tego co  spotyka główną bohaterkę. Z takim podejściem spotykam się niemal w każdej innej recenzji, ja natomiast chciałabym tylko naszkicować problematykę tej powieści i poprzez swoją fascynację zachęcić innych do jej przeczytania. A jeśli ktoś koniecznie chce przed przeczytaniem zapoznać się z fabułą powinien zajrzeć do jakiegoś streszczenia. Jedank żadne streszczenie, nie ukaże wielowątkowości i wielowarstwowości książki, nie ukaże psychicznych zmagań i rozterek bohaterki, emocji jakie nią targają oraz jej fizycznych cierpień.

Ponieważ jest to książka dla młodzieży, napisana jest prostym, czytelnym, plastycznym i obrazowym językiem. Jednak pomimo tego jest wciągająca, a poza główną płaszczyzną wydarzeń, porusza wiele istotnych problemów egzystencjalnych i daje czytelnikowi sporo do myślenia. Fabula może wydawać się nieco naiwna i infantylna, można natknąć się na sporo niedomówień i uproszczeń, jednak mimo tych drobnych niedociągnięć książkę czyta (słucha) się błyskawicznie, a wartka akcja nie pozwala się od niej oderwać. Do szybkiego pochłaniania książki przyczynia się oczywiście interesującą, dynamiczna fabuła, niespodziewane (choć przewidywalne) zwroty akcji i ciekawie zaprezentowany świat. Czytając tę książkę nie można się nudzić, ja słuchając jej zasiedziałam się w pracy i nie miałam ochoty wychodzić, zanim nie dosłucham do końca;).   

Akcja powieści toczy się w zdegenerowanym, wyniszczonym wojnami i katastrofami naturalnymi, postkapitalistycznym świecie (pogorzelisko stanów zjednoczonych), gdzie nie zostało ani śladu demokracji. Jego ustrój przypomina totalitarną tyranię, a nieustanna inwigiliacja obywateli, utrzymywanie ich w ciągłym strachu, biedzie i głodzie, mimowolnie nasuwa skojarzenie z Rokiem 1984 G. Orwella. W powieści został stworzony świat klasowy, bardzo nierówny i podzielony, w którym pokazano głód i biedotę, bogactwo i przepych, a wśród tego bezsensowną zabawę w zabijanie – tytułowe igrzyska śmierci. Uprzywilejowany krąg otoczenia prezydenckiego pałacu, jest syty, spokojny, bezpieczny, niczego mu nie brakuje, natomiast cała reszta ludności, ubogiej, głodnej, zmuszanej do ciężkiej pracy i płacenia daniny, walczy o przetrwanie i drży w obawie o wylosowanie do wzięcia udziału w igrzyskach.

Pierwotnie igrzyska były zawodami związanymi z uroczystościami ku czci bóstw. Taka forma rozrywki znana była już w starożytności. Antyczne olimpiady czy walki gladiatorów miały na celu zapewnienie masom rozrywki, a władzom względnego spokoju. Już wówczas ludność była żądna walki i krwi - chleba i igrzysk - bo tylko w ten sposób można utrzymać lud w spokoju (cytując antycznego pisarza Juwenalisa). Także i w tym przypadku, podobnie jak w starożytności, Igrzyska mają na celu ogłupienie ludności i odwrócenie ich uwagi od prawdziwych problemów z jakimi boryka się kraj.

Igrzyska Śmierci to książka o miłości, przyjaźni, wytrwałości, ale także o zabijaniu, o ludzkiej obłudzie i o walce z systemem władzy. To co dla jednych jest wspaniałą i wyczekiwaną rozrywką, dla innych jest koszmarem, trwogą i walką o życie. Powieść, tak z wierzchu banalna, ma de facto wiele warstw, a główna bohaterka jest postacią złożoną, która zmuszona jest robić wiele rzeczy wbrew sobie, często musi grać zupełnie inną osobą, podejmować trudne decyzje. Wszystko po to, aby przetrwać na arenie, gdzie rozgrywa sie walka o życie. Mimo tego potrafi ona także podjąć trudne decyzje i postawić swoje życie na szali, aby w choć minimalny sposób zbuntować się, postawić się władzy, a możnym tego świata zepsuć ich ulubione widowisko.

Choć może pomysł na taką powieść nie jest niczym nowym, ponieważ podobne motywy zaistniały już w literaturze i na ekranie, to jednak realizacja tego pomysłu jest udana, a dzięki dobremu warsztatowi autorki, ciekawie zarysowanym charakterom i realistycznemu, choć niepokojacemu światu, książka wciąga i jest na swój sposób wyjątkowa, godna polecenia. Dodatkowym istotnym zabiegiem, jest poprowadzenie narracji w pierwszej osobie, dzięki czemu wszystkie wydarzenia przeżywamy i odbieramy jak główna bohaterka, nie jesteśmy wszechwiedzący  - poznajemy świat i wydarzenia jej oczami.

Autorka jest uważną obserwatorką świata, swoje spostrzeżenia i obserwacje umieściła w książce, ukazując życie celebrytów, ludzi bogatych, sławnych, mających wszsytko bez najmniejszego wysiłku, oraz takich którzy o wszystko muszą walczyć i ciężko pracować. W bardzo wysublimowany, ironiczny sposób zaprezentowała życie celebrytów, dla których życie jest przyjemnością, gdyż nie gnębią ich żadne troski, ani tak przyziemne zmartwienia jak np. zdobywanie pożywienia, a co za tym idzie walka o przetrwanie. Ludzie z tej najwyższej warstwy społecznej nie mają pojęcia, nie dociera do nich, lub nie chcą, aby dotarł, cały koszmar Igrzysk, dla nich jest to tylko program telewizyjny, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, podczas gdy dla uczestników jest to wyrok śmierci. W czasie gdy, syci, bezpieczni, bogaci mieszkańcy z niecierpliwością wyczekują Igrzysk i z wielkim zainteresowaniem śledzą wydarzenia rozgrywające się na arenie, biedni poddani, w tym rodziny walczących, są zmuszani do oglądania relacji z tego makabrycznego wydarzenia.

Pisarka stara się także nakłonić czytelnika, aby spojrzał nieco inaczej na telewizję, programy typu reality show, a nawet politykę! Prezentując funkcjonowanie takiego programu zza kulis, zachęca do krytycznego spojrzenia na świat zmanipulowany przez media. Uświadamia, że każde, nawet najbardziej realistycznie wyglądające reality show, w gruncie rzeczy jest wyreżyserowane i ma na celu jedynie wzbudzenie zainteresowania i przyciągnięcia jak największej liczby widzów. W ten sposób poddaje krytyce branże rozrywkową, która już dziś posuwa się do produkowania wielu kontrowersyjnych programów tego typu. I tu pojawia się pytanie: czy kolejne reality show będzie wyglądało tak jak to zaprezentowane w książce?

W jednej z opinii jaką wyczytałam padł pomysł włączenia tej książki do kanonu lektur szkolnych – sądzę, że to niegłupi pomysł... Lektury szkolne zdecydowanie wymagają przeglądu i zrewidowania, a ta książka z pewnością zainteresowałaby szerokie grono młodzieży, także tej niezbyt chętnie sięgającej po książkę. Ma ona bowiem nie tylko wciągająca i interesującą fabułę, ale przede wszystkim porusza wiele istotnych spraw dotyczących życia, których młody człowiek powinien być świadomy. 
Książka jest wstrząsająca, interesująca i kończy się zdecydowanie za szybko! To jedynie zachęca do sięgnięcia po kolejny tom, który jak się dowiedziałam, jest o wiele lepszy niż pierwsza cześć! Czego więc można się spodziewać? Nie mam pojęcia, ale już zabieram się do czytania!


wtorek, 23 października 2012

Mokry świat


No I przechwaliłam.
Tak się cieszyłam tą piękną pogodą, ale się skończyło. Wiadomo, to co piękne nie może trwać wiecznie. Dziś jest wyjątkowo mgliście, ciemno, mokro i ponuro. Nastała przepowiadana przeze mnie pora deszczowa. Teraz słońca nie zobaczę pewnie aż do wiosny :( 
Tak wyglądał dziś świat...







Było bardzo mokro - woda stała w powietrzu i coś bliżej nieokreślonego siąpiło z nieba. Mgła spowiła całą okolicę, mocno ograniczając widoczność. Jednak prawdziwi rowerzyści nie przejmują się złą aurą, ani wcześnie zapadającym zmrokim i śmigają ścieżkami, a samochody stojąw korkach;) I to jest to co lubię ;) 

Dobranoc! 


poniedziałek, 15 października 2012

Jesień


O czym to ja chciałam dziś napisać…

A, już wiem – jesień. Tak, tak jesień zawiatała już na całego. Żółte liście lecą z drzew, a dziś nad ranem był przymrozek, szron na samochodach i na trawie, zimno w uszy. Jesień, jak nic!
I choć musze przyznać, że w tym roku jesienna pogoda bardzo rozpieszcza aż do tej pory, to aż boję się pomyśleć co się będzie działo w listopadzie, gdy rozpocznie się pora deszczowa i ten deszcz, który nie pada od tak dawna, w końcu zechce spaść?! Brr, chyba trzeba będzie zaopatrzeć się w wodery i rower wodny, no a zamontować błotniki to już koniecznie! ;)

Ale spokojnie, jak na razie mam wspaniałą, szkocką, złotą jesień i z tego należy się cieszyć;)



Pozdrawiam!



poniedziałek, 8 października 2012

Nie lubię poniedziałków


no nie lubię i już! 

I nie lubię, gdy mnie boli głowa. Szczególnie nie lubię, gdy boli mnie za głupotę dnia poprzedniego. Ech, człowiek stary już, a życie jeszcze niczego go nie nauczyło. Napije się kulturalnie tego i owego, posiedzi w miłym towarzystwie, pogapi sie w TV, zasiedzi się nieco,  a później musi cierpieć cały dzień - obolały, niewyspany, głodny, taki jednym słowem rozpieprzony.  A co najgorsze jeszcze musi w pracy 8 godzin wysiedzieć! No po prostu koszmar!
 
Weekend to taki wspaniały wynalazek, człowiek się relaksuje i zapomina o wszystkim, przede wszystkim o tym że chodzi do pracy.
A w poniedzialek... łup, jak kubeł zimnej wody - nagle trzeba sobie o wszystkim przypomniec! Budzik niestrudzenie dzwoni co 5 minut przez dwie godziny, a ja wytrwale i zupełnie niewzruszenie przełączam go na kolejną drzemkę. Pod kołdrą jest tak ciepło i przyjemnie... Ostatecznie, gdy zbliża się godzina "0" wygrzebuję się z betów...
I mimo wskazanego pośpiechu, snuję się po mieszkaniu w poszukiwaniu różnych niezbędnych rzeczy, szukam kapci i ręcznika, który nie wiadomo czemu po wieczornej kąpieli nie trafił na swoje miejsce, otwieram szafę, szukam dwóch takich samych skarpetek i zastanawiam się w co się obrać.  Kręcę się w kółko jak ogłupiała i myślę co jeszcze? Może kanapeczkę do pracy sobie przygotuję? Na koniec trzeba odgruzować rower, bo jakoś "zarósł" przez weekend. Już z klatki, z zza zamkniętych drzwi, wracam się dwa razy, bo coś się przypomniało, bo czegoś się nie wzięło;/
W drodze do pracy same przeszkody, ciężarówki na środku drogi, wózki sklepowe w poprzek chodnika, czerowne światła, snujący się piesi i wałęsające się pod kołami psy, brak miejsca na zaparkowanie roweru...
W pracy jestem o 10.02...
Uff...

Dobranoc!

piątek, 5 października 2012

I po wakacjach

Niestety, to co dobre szybko się kończy. I tak, z dawna wyczekiwane wakacje minęły nie wiadomo kiedy.  Leniwy tydzień w ciepłej i słonecznej Hiszpanii, a następnie równie leniwy, piękny i słoneczny tydzień w Polsce - cudowna, prawdziwa złota jesień mi się trafiła, szkoda tylko że byłam trochę przeziębiona, i nie mogłam w pełni z niej skorzystać. Za to posiedziałam w domu i skupiłam się  na "nicnierobieniu". Czasami człowiek tego potrzebuje. I mówiąc szczerze w Polsce chyba bardziej odpoczęłam niż na wakacjach. 
Poniżej kilka zdjęć  HIszpanii:


Widoki z samolotu są niesamowite, 
szczególnie, gdy leci się w bezchmurny dzień nad lądem;) 
 tu gdzieś nad Hiszpanią sztuczny zbiornik wodny, 
widać jak pięknie zostały zalane dolinki.


Tu już nieco niżej, schodzimy do lądowania, widać białe miasteczka, 
linie brzegową i warzelnie soli, pozyskiwaną z wody morskiej.



Spacer po plaży, muszelek, a właściwie muszli było mnóstwo, do domu przywiozłam 3kg.



Skrzynka na listy




Zamek w Punta Umbria




W Hiszpanii, przynajmniej w tej części, mają wspaniałe ścieżki rowerowe. Wiją się kilometrami, po wspaniałych terenach, pośród karłowatych lasów, na wydmach, tuż nad brzegiem oceanu.






Chyba komentarz nie jest konieczny? Powiem tylko - było wspaniale!








W sklepie wiszą sobie takie świńskie nogi, pachną cudowanie, smakują wybornie!




Wycieczka do Sevilli
Katedra Najświętszej Marii Panny i wieża 




Fontanna na Placu Hiszpańskim



Plac Hiszpański




Detal z Placu Hiszpańskiego



I jeszcze raz Plac, bo wygląda niesamowicie, bardzo imponująco!


Złota Wieża


Dawny minaret Giralda



Urokliwa kamieniczka


Arena walk byków 
(La Plaza de Toros de la Real Maestranza de Caballería de Sevilla)



Jeden z wielu kościołów



Kładki prowadzące przez wydmy na plaże, bardzo wygodne i bardzo fotogeniczne.







I to tyle, urlop się skończył, na nowy trzeba czekać aż do kwietnia, jedyny dłuższy okres wypoczynku to święta i nowy rok, kiedy to wpadnie parę dni wolnego, ale to jeszcze sporo czasu, nie wiem jak to przetrwam. Trzeba będzie wyszukiwać jakichś spokojnych, relaksacyjnych zajęć.

Pozdrawiam! 

piątek, 31 sierpnia 2012

Dzień blogera



Dziś jest ponoć “Dzień Bloggera” - tak wyczytałam na jakimś blogu;) 



Mnożny się tych świąt, codziennie jest czyjś „dzień”, trudno to ogarnąć. Więcej ciekawych i nietypowych świąt w tym kalendarzu ;) 

Jednak skoro jest dzień nas - blogerów to uczcijmy to jakoś - każdy we własnym stylu, zróbcie sobie jakiś prezent, albo zróbcie to co lubicie najbardziej, niekoniecznie związanego z blogoweniem ;) 



Ach i jeszcze życzenia! Życzę Wam „lekkiego pióra” (choć może zwrot ten zabrzmi nieco dziwnie i przestarzale w epoce blogów, komputerów i wszechobecnej elektroniki, w czasach gdzie niektórzy pewnie zapomnieli co to takiego "pióro"), mnóstwa wspaniałych pomysłów, jak największej liczby odwiedzin i wielu komentarzy;)



Pozdrawiam!

czwartek, 30 sierpnia 2012

O Firmie


Nie wiem czy już o tym wspominałam - pracuję w dużej państwowej firmie (budżetówce) związanej z tutejszą służbą zdrowia. Zajmuję się szeroko pojętą administracją – jednym słowem papierkowa robota, siedzenie za biurkiem i przerzucanie papierów, klikanie w komputer – nuda. Jednak nie o samej pracy chciałam pisać, a raczej o polityce firmy. Od kilku lat mówi się, że konieczne jest oszczędzanie i cięcie kosztow. W związku z kryzysem. Straszą nas, grożą, że będą cięcia, że nie ma pieniędzy, że z każdym rokiem będzie gorzej. W związku z ograniczeniem wydatków zmiejszono liczbę wynajmowanych przez firmę budynków i upchano różne oddziały w budynku, w którym pracuje. Zrobiło się trochę tłoczno, co widać głównie po parkingu (miejsca do parkowania otrzymali tylko wybrani, nie wiem którzy, mnie ten problem na szczęście nie dotyczy;)), stołówce, czasami kolejka jest straszna i nie ma wolnych stolików, ale to na szczęście również mnie nie dotyka, bo zabieram jedzonko i idę na górę, siadam przy kompie (jakbym mało nasiedziała się przed nim cały dzień:)) i przeglądam to co lubię, ale brakuje także miejsc na parkingu rowerowym, coraz więcej ludzi, w tym i tych nowych zapewne, dojeżdża bowiem do pracy rowerem;) 
Oszczędność? – a budynek jest rozświetlony całą dobę, pełna iluminacja! Choć ostatnio postanowiono, że w związku z koniecznością ograniczenia wydatków, budynek w nocy i w święta będzie całkowicie zamknięty, dzięki czemu nie będzie musiał tu siedzieć ochroniarz (1, słownie: jedna osoba), to raczej nie jest duży wydatek w porównaniu z rozrzutnością prowadzoną w innych miejscach.
Ale wracając do oszczędności i cięcia kosztów, z jednej strony upychają nas i ściskają, a z drugiej wydają mase pieniędzy na remoty (tego typu usługi są tutaj bardzo drogie).  I tak właśnie jedna cześć budynku przechodzi gruntowny, całkowity remont, łącznie że zrywaniem wykładzin, przesuwaniem ścianek działowych itp. itd., część która dopiero co była bardzo ładnie zrobiona i wykończona i oddana do użytku jakieś dwa lata temu. Użytkowana niezbyt intensywnie, ponieważ nie było w tej części budynku pełnego obłożenia, nic nie było zniszczone czy nienadające sie do użytku! Ale jakiś inny oddział się tu sprowadza i muszą mieć to zrobione po swojemu! Skandal! I jak tu w ogóle można mówić o oszczędnościach?! Tego typu niekonsekwencje można spotkać na każdym kroku.

I jeszcze takie dwie dygresje z ostatniej chwili:

Sala na meeting – nie wolno (absolutny zakaz) przebywania w niej więcej niż 20 osób! A pewnie zmieściło by się spokojnie i bez żadnego ścisku 40! Dzięki czemu prowadzący musi mówić dwa razy to samo, bo nasz team ma ponad 30 osób, dzięki czemu marnuje swój czas, w którym mógłby popracować. To tak w ramach oszczędności również. Tutejsze przepisy, a w szczególności Health&Safety (BHP) przyprawiają mnie o gęsią skórkę i od razu mi się ciśnienie podnosi!

 Inteligencja
Kontraktor – został mu odesłany formularz ponieważ jest stary i już nieużywany, nieakceptowany, odesłałam formularz, dołączyłam do niego list z prośbą o ponowne przesłanie danych na nowym formularzu. Przesłał, przepisawszy dane na tym samym, starym formularzu! Ręce opadają do samych kostek, albo jeszcze niżej.

Dobranoc!

środa, 15 sierpnia 2012

Weekendowa wycieczka



Dopiero co pisałam o połowie wakacji (co prawda z lekkim poślizgiem), a już połowa sierpnia i tutaj wakacje dla dzieci się właśnie skończyły 0 dziś był pierwszy dzień szkoły. Absolutnie bez sensu, nie dość że w połowie miesiąca, to jeszcze w połowie tygodnia! 
Cóż nieubłaganie zbliża się wrzesień i jesień.
Żniwa na tutejszych polach ruszyły pełną parą.
W weekend byłam na wycieczce rowerowej po okolicy, zjeździłam południową część perthshire, która jest bardzo rolnicza, wszędzie pola, łany zbóż i innych upraw, między innymi truskawek:)


czwartek, 9 sierpnia 2012

Połowa lata


Post z lekkim poślizgiem... 

I tak lipiec minął nie wiadomo kiedy.
Lato... szumne słowo, gdyż lato istnieje tu tylko jako zapis w kalendarzu, bo ani temperatury, ani ilość słońca tego nie potwierdza. Ale cóż, chciało się mieszkać na dalekiej północy, to takie są efekty – brak lata, brak zimy, za to dużo deszczu i zbyt wietrznie. W sumie już nawet zapomnialam co to upał.
Także lato lub raczej "lato" mija, a ja go nie zauważam. Ponadto nie mam teraz urlopu, więc tym bardziej go nie odczuwam. Na trochę wolnego muszę poczekać do połowy wrzesśia. I tak się właśnie zastanawiam jak zaplanować te wakacje. Czy jakiś wyjazd do ciepłych krajow, w jakieś nowe, gorące i słoneczne miejsce, czy do PL, za którą jakoś tak ostatnio bardzo mi się tęskni. Obie opcje są bardzo kuszące i naprawdę trudno się zdecydować. Kolejny dylemat to czy pojechać na wakacje na tydzień, czy na dwa? Rozbić go i  pobyć trochę tu i trochę tu? Jednak z doświadczenia wiem, że przez tydzien raczej sie nie odpoczywa, szczególnie jeżeli chce się też zwiedzać i poznawać nowe miejsca. Natomiast przez dwa tygodnie to już zdecydowanie można się odpowiednio zrelaksować, wylenić, a i znajdzie się czas na zwiedzanie. Cóż same dylematy.... A trzeba zacząć się tym zajmować, bo czasu coraz mniej.


Tak, połowa wakacji, a ja nawet na rowerze zbytnio nie pojeździłam, tylko tyle co do pracy. Ale cóż poczac, gdy pogoda taka niezbyt sprzyjajaca jest! Na dodatek ostatnio w weekendy lenistwo mnie ogarnia i nawet z łóżka nie chce mi się wyjść. Mam jednak nadzieję, że w końcu aura się nieco poprawi i w zbliżający się weekend uda sie gdzies pojechac:)


Dobranoc! 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...